„Nie wiem, jak będzie wyglądać jutro. Ale stanie obok ciebie było jedną z najłatwiejszych i najbardziej znaczących rzeczy, jakie zrobiłem od bardzo dawna”.
W tym momencie połowa sali płakała.
Ślub okazał się dokładnie taki, jakiego oczekiwałam.
Nie dlatego, że było idealne.
Ponieważ to było prawdziwe.
Potem była muzyka, śmiech, zdjęcia i wspaniały tort.
A kiedy dzień dobiegł końca, Piotr nie zniknął.
Został.
Wytrwał podczas leczenia, trudnych wizyt, strachu, niepewności i każdego ciężkiego dnia, który nastąpił potem.
Gdzieś w tym czasie przyjaźń stała się czymś głębszym.
Dziś piszę te słowa, będąc pod opieką hospicyjną.
A Piotr nadal tu jest.
Siedzi obok mnie, rozśmiesza mnie, gdy jestem zmęczona, trzyma mnie za rękę, gdy się boję i przypomina mi każdego dnia, że miłość nie zawsze przychodzi, kiedy się jej spodziewamy.
Kiedyś myślałam, że spędzę ostatni rozdział swojego życia czując się porzucona i samotna.
Zamiast tego znalazłem kogoś, kto został.
Nie wiem, ile czasu mi zostało.
Ale wiem jedno:
Jestem kochany.
I po tym wszystkim, to już wystarczy.